Jak donosi portal turystyczny „Rzeczpospolitej”, biura podróży sprzedające rejsy statkami wycieczkowymi twierdzą, że katastrofa Costa Concordia napędziła im klientów, gdyż „dzięki” niej Polacy dowiedzieli się o tej formie wypoczynku. „Zwykle sprzedawaliśmy kilka rejsów w tygodniu. Od czasu tego niefortunnego zdarzenia sprzedaliśmy ich kilkadziesiąt” – mówi cytowany przez portal Maciej Szymański prezes spółki Veniti, właściciel serwisu Kruzy.pl. Wycieczkowiec zatonął w piątek 13 stycznia, a już w poniedziałek touroperatorzy zauważyli znacznie większe zainteresowanie oferowanymi przez nich rejsami morskimi.
Organizatorzy tej formy wypoczynku wskazują na dwie przyczyny nagłego zainteresowania rejsami. Po pierwsze, duże wrażenie na klientach zrobiły pokazane przez telewizję luksusowe wnętrza Concordi z wytwornymi butikami, restauracjami, salą koncertową czy basenami na górnym pokładzie. Po drugie, Polacy doszli oni do wniosku, że takie wydarzenie spowoduje obniżenie przez armatorów cen rejsów, by zrównoważyć odpływ wystraszonych klientów.
Tymczasem biura podróży nie odnotowują większych zmian cen. „Owszem są jakieś promocje, ale są bardzo podobne to tych, które zwykle otrzymujemy od armatorów o tej porze roku” – mówi Maciej Szamański. „Ludzie mają często nadzieję na jakieś last minute w rejsach” – wyjaśnia z kolei Jakub Bednarz, dyrektor marketingu Atlas Tours. „Ale to nie działa tak, jak w hotelach sprzedawanych przez tradycyjne biura podróży. Kabin nie jest tak dużo, a zainteresowanie ogromne. Bywa, że rano ktoś znalazł coś w promocji, a po południu już tych miejsc nie ma” – dodaje.
Touroperatorzy podkreślają, że rejsy wycieczkowcami są w naszym kraju ciągle bardziej ciekawostką niż regularną formą spędzania wakacji. Podają tez różne liczby polskich turystów, którzy z nich korzystają: zdaniem Macieja Szymańskiego jest to 6-7 tys. rocznie, według wiceprezesa Marco Polo Travel Jarosława Kruszki – 6- 8 tysięcy, a Jakuba Bednorza – 12-15 tysięcy. „To co u nas jest niszą, w Niemczech, Włoszech, Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii jest bardzo popularną formą turystyki” – wyjaśnia Kruszka. „Samych Niemców rocznie pływa wycieczkowcami prawie milion” – dodaje.
70–80 procent ofert wybieranych przez polskich klientów to rejsy po Morzu Śródziemnym, reszta to okolice egzotycznych wysp karaibskich i norweskich fiordów. Wpływ na taki stan rzeczy mają zapewne koszty dotarcia do portu, z którego rozpoczyna się rejs: o ile nad Morze Śródziemne można dolecieć samolotem za kilkaset złotych od osoby lub dojechać własnym samochodem, o tyle lot na Florydę, skąd wycieczkowce wypływają na Karaiby, kosztuje 2,5 – 3,5 tys. zł.
Koszty samych rejsów są porównywalne, z tym, że fiordy są nieco droższe. Maciej Szamański twierdzi, że na przyjemność tygodniowego podróżowania po morzu wystarczy już
1200–1500 zł za osobę. W tej cenie zawarta jest kabina dwuosobowa bez okna (tzw. wewnętrzna) i trzy posiłki dziennie. Nieco drożej, bo na 450–600 euro, ten sam standard wycenia Jarosław Kruszka, dodając, że kabina zewnętrzna z balkonem w sezonie kosztuje już jednak ok. 1000 euro od osoby. Z kolei według Jakuba Bednarza średnia cena rejsu to 500 euro, ale zdarzają się promocje zaczynające się od „199 euro plus opłaty portowe”, co daje w sumie 300 euro. Do tego trzeba doliczyć 7-10 euro dziennie na napiwki, pieniądze na napoje i alkohol (jeśli nie wykupiło się opcji all inclusive) oraz 25–30 euro na wycieczki fakultatywne (zwiedzanie, zakupy itp.) w portach, do których statek zawija podczas dnia.
Kim są klienci wycieczkowców? „Istnieje mit, że statki pełne są emerytów. Tak nie jest. Najczęściej wypływają ludzie w wieku powyżej 40 lat, często całe rodziny z dziećmi, bo większość armatorów wprowadziło zasadę, że dzieci, nie zajmujące osobnej kabiny płacą tylko opłaty portowe. Nawet do 18 roku życia. Cztery osoby mogą więc spędzić tydzień wakacji na statku za 10 tysięcy złotych, czyli za tyle, za ile na lądzie, a nawet taniej” – wyjaśnia Jarosław Kruszka.
Drugą grupę pasażerów stanowią młodzi ludzie, którzy marzą o romantycznej podróży, zwykle poślubnej. Coraz częściej rejsy wykorzystują też firmy na wyjazdy szkoleniowo-integracyjne. Na statku mają do dyspozycji salę konferencyjną, sprzęt audio-video, profesjonalną obsługę techniczną, catering, a ponadto wiele atrakcji.
Dla polskich turystów, którzy obawiają się, że nie poradzą sobie sami w obcojęzycznym otoczeniu na pokładzie, touroperatorzy oferują wyjazdy w grupach z polskim pilotem. „Polski pilot zarezerwuje za turystę stolik, pomoże mu wykupić wycieczkę w porcie, w razie kłopotów zdrowotnych sprowadzi lekarza. Jest opiekunem i tłumaczem” – wyjaśnia Maciej Szymański.
Na rynku rejsów wycieczkowych dominuje kilku dużych armatorów: Royal Caribbean i Carnival Cruise Line na Karaibach oraz Costa Cruises i MSC Cruises na Morzu Śródziemnym. Costa Concordia należała do Costa Cruises. Cytowani powyżej touroperatorzy zapewniają, że to bardzo dobra firma. Zaraz po wypadku zaproponowała klientom, którzy wykupili następne rejsy na Concordi miejsca na innych statkach, w innych terminach lub całkowity zwrot pieniędzy. Ci przeważnie wybierają zmianę terminu, natomiast rezygnacji jest niewiele.
„Rejsy są fascynujące. Światowe badania pokazują, że satysfakcja ludzi, którzy płynęli wycieczkowcem sięga 95 procent” – podsumowuje Jarosław Kruszka. „Kto raz wziął udział w rejsie, często wraca, by popłynąć jeszcze raz” – wtóruje mu Maciej Szymański.


